The Eagles - Hotel California

Witamy w Hotelu California…

Czy zastanawialiście się kiedyś o czym tak naprawdę jest tekst słynnej piosenki grupy „The Eagles”? Czym jest tytułowy Hotel California? Co to za miejsce? Raj czy piekło? Przyznam się wam szczerze, że mnie osobiście ten tekst zainteresował na tyle mocno, że przeszukałem chyba pół Internetu, by znaleźć coś, co pomoże mi go odpowiednio zinterpretować. Dzisiaj chciałbym się z wami podzielić tym wszystkim co udało mi się znaleźć. Hotel California to utwór nadzwyczajny. Przygotujcie się na dużą porcję ukrytych znaczeń…

 

Na początek może kilka danych na temat samej piosenki: stanowi ona czwarty utwór albumu o tym samym tytule „Hotel California”. Wydała go w 1976 roku grupa The Eagles (Orły). Parę gitarzystów stanowią: Don Felder i Joe Walsh.

 

No i oczywiście dla tych, którzy nie znają lub nie pamiętają:

 

 

Na początku uważnie przyjrzałem się pozostałym utworom zawartym na tej płycie. Wyraźnie widać, że album ten porusza wszystkie problemy ówczesnych Stanów Zjednoczonych. A z czym wam się kojarzą Stany Zjednoczone lat siedemdziesiątych? Oczywiście z wszechobecną utratą niewinności, z pokusami uderzającymi w ludzi ze wszystkich stron. Album mówi o kapryśnej i niepewnej naturze sławy. Porusza problem płytkich i udawanych związków. Aż w końcu mówi o kryzysie słynnego „amerykańskiego snu”.

 

Utwór „Hotel California” to w fantastyczny sposób opowiedziana historia człowieka, który zmęczony podróżą trafia do miejsca, które początkowo wydaje się być bardzo obiecujące. Jednak ostatecznie ten raj zamienia się w istne piekło. Podobno w ten właśnie sposób The Eagles chcieli pokazać jak gęsto usiana pułapkami jest droga kariery w showbiznesie. Tekst jest także metaforycznym obrazem uzależnienia od narkotyków. To jedna wielka alegoria hedonizmu i samozniszczenia w przemyśle muzycznym lat 70’.

 

„Hotel California” to miejsce, z którego „możesz wymeldować się w każdej chwili, jednak nigdy z niego nie wyjedziesz”…

 

Okładka albumu prezentuje się tak:

 

Budynek na niej zamieszczony to tak na prawdę Beverly Hills Hotel:

 

Kiedy słucham tego utworu, a szczególnie jego końcowych brzmień, odnoszę wrażenie, że Felder i Walsh byli ze sobą zgrani idealnie. Utwór skomponował ten pierwszy, a Walsh zaaranżował solówkę. Początkowo utwór był napisany w tonacji E-moll. Dopiero po jakimś czasie Don Henley stwierdził, że bardziej do niego pasuje B-moll.

 

Welcome to the Hotel California.

1 Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *